categories

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ARCHITECTURE. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ARCHITECTURE. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 15 października 2013

Explorer Paris: Let's talk 'bout architecture 1.



Later..

Nie będę się wymądrzać, bo jedno co wiem na pewno, to to że nie wiem nic, albo po prostu wiem wciąż za mało. Często znajduję się w dziwnej sytuacji, gdy ktoś pyta mnie o to co sądzę o danym architekcie, a ja po prostu jeszcze nie mam zdania. Tak więc czasem wolę się nie wypowiadać, zanim tego zdania sobie nie wypracuję. Trzeba również odróżnić uzasadnioną krytykę wyrażoną z szacunkiem, od obrzucania błotem giganta z pozycji żuka gnojarza (sprawdza się też w innych dziedzinach kultury). Czasem jednak, od razu, lub po jakimś czasie przychodzi uczucie, wrażenie, co do którego już nie ma wątpliwości. To miłe uczucie posiadania swojej małej, prywatnej gnojowej kulki do ciskania, nawet jeśli nikt nie zauważy. 



Z całym szacunkiem. Czy komuś tak na prawdę podoba się Frank Gehry w wersji: okładzina z płyt kamiennych i blacha, jak w przypadku Centrum Amerykańskiego w Paryżu? Jeśli tak, to chętnie wysłucham argumentów za. Pilnie poszukuję też odpowiedzi na pytanie "Dlaczego?" w kontekście Opery Bastille i Palais Omnisport, który wygląda jak połączenie stadionu Wisły Kraków z Zigguratem. W wersji mini. I zielonej. Za to mam szybkie pytanie i odpowiedź: Jak kosimy trawę na terenie o tak dużym nachyleniu? Kosiarką na sznurku, proszę państwa.


Ale dość już tego, żeby nikt nie pomyślał, że mam coś przeciwko budynkom, które się wyróżniają. W żadnym wypadku, jednorodność to nuda, a kto lubi nudę? Równowaga w przyrodzie zachowana, po jednej stronie Sekwany takie, po drugiej inne perełki. Biblioteka Narodowa Francois Mitteranda została otwarta w 1996 roku. Jej autorem jest Dominique Perrault, kolejny świetny francuski architekt. Idea czterech książek, o której się mówi opisując ten budynek nie za bardzo do mnie przemawiała, dla mnie były to cztery klocki, nic specjalnego. Dopóki nie podeszłam bliżej. O ile biblioteka nie rewolucjonizuje krajobrazu, to tworzy miejsce o bardzo wyjątkowym klimacie. Świetnym rozwiązaniem są wewnętrzne panele przeciwsłoneczne z drewna, które mimo, że są dość dużej grubości, to przez zamontowanie na obrotowej osi wydają się lekkie w manualnej obsłudze. Mimo, że takie rozwiązania nie należą do najtańszych alternatyw ochrony przeciwsłonecznej, od razu widać jak dużo dają, nawet pomimo tego, że są wewnątrz budynku. A ile zyskuje wnętrze! Posadzka na poziomie gruntu, czyli stropodach nad zagłębiona w ziemi podstawą budynku jest drewniana, co łagodzi charakter tego miejsca, które przez swoje gabaryty mogłoby być dość surowe i monumentalne. Do tego prawdziwy las w dziedzińcu, na brak zieleni nie można narzekać. Swobodnie można wejść do środka i obejść poziom -1 dookoła, co pozostawia mieszane uczucia, bo o ile architektura wnętrza jest rozwiązana bardzo ciekawie, z przegrodami z surowego betonu lub drewna, bardzo geometrycznymi podziałami, tak rzut oka na wewnętrzny, zalesiony dziedziniec troszkę zaniża ocenę odbioru całości, przez mleczne z brudu szyby. Ale i tak Biblioteka zyskała bardzo wiele po zobaczeniu jej  na żywo z bliska. 



Kładka prowadząca do biblioteki to projekt Dietmar Feichtinger Architects, wiedeńskiej firmy z oddziałem w Paryżu. Po więcej szczegółów dotyczących autorów kieruję do Asi Bo, która szuka, znajduje i prowadzi, i której dedykuję dzisiejszy post, a która na temat autorów za niedługo będzie pewnie miała dużo do powiedzenia.


Cały tydzień minął pod znakiem architektury. W miniony wtorek poczułam na prawdę, że jestem w światowej stolicy. Byłam na wykładzie Alvaro Sizy na temat fundacji Iberê Camargo. Na przyszłość tylko muszę zapamiętać, że gdyby jeszcze jakiś Starchitect pojawił się w Arsenale, to trzeba przyjść co najmniej godzinę wcześniej, bo okazuje się, że na wykładzie pojawili się wszyscy studenci architektury w kosmosie. Mogłabym napisać więcej, gdybym była w stanie wszystko widzieć i płynniej rozumiałabym francuski z portugalskim akcentem, ale tyle co udało mi się z tego wykładu wynieść wystarczy, by nie mieć wątpliwości dlaczego Pan Siza jest jednym z laureatów Pritzkera. W architekturze czyta forma, wrażliwość na otoczenie, do tego szczerość, skromność i mądrość. Zazdroszczę sobie i czekam na następne, w Polsce tego nie dajo. Pavilon de l'Arsenal stał się jednym z moich ulubionych miejsc w Paryżu. Jutro będzie w nim można kupić na aukcji charytatywnej między innymi akwarelę Stevena Holla, rysunek Tadao Ando czy też ilustracje mózgu architekta z całą kopułą ambicji.


Albo zdjęcie fotografa, którym się ostatnio zachwycam - Laurenta Dequicka. Pani daje ogromny zachwyt,  kto da więcej? Ogromny zachwyt po raz pierwszy, drugi, trzeci. Sprzedane!

Tydzień pod znakiem architektury zamknęła wizyta w Cité de l'architecture et du patrimoine. Od razu zaznaczam, że był to pierwszy i na pewno nie ostatni raz, ale w związku z moją aktualną lekturą oraz obiektem, który najbardziej mi się tam spodobał, nie zamierzam czekać. Zabrałam się ambitnie za Vers une architecture Corbusiera w oryginale, ale okazało się, że to żaden wyczyn, bo książka jest niedługa i na prawdę bardzo poetycka jak na architektoniczną tematykę. I choć wciąż mój zasób słownictwa jest za mały, by czytać bez słownika, to się wciągnęłam. Ale jeszcze trochę i zacznę tworzyć panu Corbusierowi memy na miarę Paulo Coehlo.

Architektura (...) wytwór ludzi szczęśliwych, który produkuje szczęśliwych ludzi. - Le Corbusier

(Czy ktoś posiada wersję polskojęzyczną? Może tam tłumaczenie jest bardziej akuratne)

Charlesa-Édouarda Jeannereta-Grisa - Le Corbusiera trzeba znać. We Francji szczególnie, na każdym kroku boję się, że zaczną mnie pytać z jego twórczości na wyrywki, a jakby co - wyrzucą ze szkoły. Żył na przełomie XIX i XX wieku, więc w czasie wielkich zmian w wielu dziedzinach. Nie tylko zaproponował rozwiązania rewolucyjne dla swoich czasów, ale też znacznie wpłynął na całą współczesną architekturę i urbanistykę. Dziś nie jest jednak czas by mówić o Corbusierze. Jeszcze tak wiele mam do zobaczenia, a to właśnie jest przykład tego, co wcześniej napisałam o procesie wyrabiania sobie zdania na dany temat. Bo nie wiedziałam do końca co powiedzieć o jego architekturze, oprócz tego, że wiem jak duże ma znaczenie dopóki nie zaczęłam czytać, dopóki nie weszłam do modelu w skali 1:1 mieszkania z Jednostki Marsylskiej z 1952 roku. Mówią przekornie, że Corbusier wynalazł bloki. Ale serio, dałabym dużo, by mieć TAKIE mieszkanie socjalne. Na zdjęciu jest model, który pokazuje przekrój przez takie dwa dwupoziomowe mieszkanka (oddzielone czerwoną linią) z korytarzem, który powtarzał się co trzecią kondygnację. W Jednostce Marsylskiej pojawiły się dodatkowe funkcje, jak sklepy, przedszkole, basen. Prawdziwa maszyna do mieszkania. Dlaczego późniejsi projektanci "bloków" nie mogli się wzorować na Unite d'Habitation? Ergonomia, oszczędnie rozplanowane, sypialnia na antresoli z otwarciem na salon, dwa pokoje dzieci, które nie tracą na tym, że mają podłużny kształt i mało praktyczne dla niepełnosprawnych, rozwiązanie w postaci wysokiego i szerokiego progu na balkon, który jednak z perspektywy osoby pełnosprawnej(?) daje dodatkową powierzchnię do siedzenia. Wyobrażam sobie łatwo czytanie przy otwartym balkonie jak i dobrą domówkę ze skokami z antresoli. 
Żadne zdjęcia i opisy nie oddały tego co najważniejsze w mieszkaniu - klimatu i poczucia, że dobrze by się tam mieszkało. I te wszystkie retro szafeczki zaaranżowane w każdym możliwym miejscu...


Jak już jesteśmy w klimacie architektury, na koniec poszukiwania światłocienia i intymności w szkole w ramach rozgrzewki przed projektem.








Zaczęło się.

poniedziałek, 7 października 2013

Explorer Paris: Excuse my French but I’m in France.



Later..

Nuit blanche nie była może biała, ale była nieco inna, niż minione sobotnie noce. Tym razem tłumy gromadziły się przed wejściami do rożnych budynków i na placach, gdzie znaleźć można było najróżniejsze prezentacje, instalacje, projekcje, efemeryczne rzeźby (jak widoczne na zdjęciu pozostałości po kurtynach z pary wodnej na placu Republique). Mniej lub bardziej osobliwe. Dziesięć minut oczekiwania, by w Muzeum Historii Żydowskiej zobaczyć wielki sześcian, na którym wyświetlony był czarno-biały film okraszony tajemniczymi efektami dźwiękowymi, myślę, że było dobrym czasem by zbudować zainteresowanie, a jednocześnie nie zawyżyć oczekiwań. Półtora godziny w kolejce do wielkiej, powyginanej rury wypełnionej najbardziej paskudnymi (pełzająco-sycząco-skradająco się-przerażających na samo wyobrażenie, że któryś mógłby się wydostać i wleźć za kołnierz... ) stworzonkami uratowało tylko śpiewanie włoskich hitów. Niemniej było bardzo ciekawie.




Ale jak to do tej pory zwykle w Paryżu bywało, to, co nieplanowane i przypadkowe, często okazuje się najciekawsze. Tak też poszukując w środku Białej Nocy czegoś do jedzenia dotarliśmy pod Centre Pompidou, gdzie przywiodła nas muzyka, a wcześniej chyba intuicja. Kilkuosobowy zespół z całym wachlarzem instrumentów grał tak świetnie, że porwał do zabawy co najmniej kilkadziesiąt osób. Wyszła z tego totalnie spontaniczna impreza. Pogo na placu w centrum Paryża nie było na mojej liście rzeczy do zrobienia, za to lista tych, które na pewno nie zostaną zapomniane rośnie w szybkim tempie.

Z kolei lista miejsc, które odwiedzę jeszcze nie raz poszerzyła się o Pavillon de l'Arsenal. Tej nocy był tam duży ekran i mapa, na których pokazywały się wrzucone do sieci zdjęcia otagowane hasłem #nuitblanche, jednak nie było to tak frapujące jak rozwieszone na ścianach zdjęcia i rysunki związane z architekturą i urbanistyką Paryża oraz wielka makieta przedstawiająca całe miasto. 





Podobnie wcześniej w ciągu dnia, gdy z moją wspaniałą współtowarzyszką spacerowałyśmy w okolicach ósmej i dziewiątej dzielnicy, to co chciałyśmy zobaczyć nie wzbudziło takich emocji jak znaleziska przypadkowe. Opera Garnier, dumna przedstawicielka dziewiętnastowiecznego eklektyzmu, choć piękna z zewnątrz, jeszcze poczeka na peany z mojej strony, mam nadzieję, że do momentu jak uzbieram trochę eurosów i wybiorę się na spektakl, żeby na żywo zobaczyć miejsce akcji Upiora w Operze. Na razie na największą uwagę zasługuje zaprojektowane przez Odile Decq wnętrze restauracji. Bez naruszania zabytkowych murów, w sposób całkowicie odwracalny powstała w niej organiczna forma półpiętra, biała, falująca wraz z wewnętrznym obrysem ścian i słupów. Faluje również szklana ściana osłonowa, wydzielająca pomieszczenie zamknięte z kiedyś otwartych podcieni. 

Zmierzałyśmy do kościoła Świętej Magdaleny i znów okazało się, że to co po drodze i wokół bardziej cieszy i inspiruje. Ta neoklasycystyczna świątynia, która z zewnątrz jest ewidentnie inspirowana grecką, od wewnątrz natomiast przyjęła formy barokowe, pomimo mojego teoretycznego wyedukowania w dziedzinie historii architektury pozostaje dla mnie wielkim znakiem zapytania i swą rozbieżnością inspiracji nie jest dla mnie wiarygodna. Ale cały nurt neoklasycystyczny oraz wszystkie historyzmy to materiał na dłuższą rozprawę. 
Magdalena najpiękniej wyglądała odbijając się w witrynie sklepu ze słodkościami z wnętrzem, które mogłoby się pojawić nawet w fabryce Willy'ego Wonki i małpami wyrzeźbionymi z czekolady. Wchodzenie do takich miejsc grozi zawrotami głowy. Biję się w pierś, nie zakodowałam nazwy sklepu, by odnaleźć projektanta. Nie znam, ale poproszę to, co zażywa. 


Galeria Lafayette, choć duża, jednak niepozorna z zewnątrz, kryje wnętrze, które realnie zapiera dech w piersi. Pomijam stoiska z kosmetykami i ubraniami największych światowych marek, z cenami na metkach przekraczającymi mój paryski czynsz. I mówię o takich tam, zwykłych ciuszkach. Pozwólcie, że zadedykuję tej kwestii minutę ciszy i nie będę się zastanawiać nad tym, ile byłabym w stanie wydać, biorąc pod uwagę z jednaj strony metki, z drugiej niechęć do bezmyślnego konsumpcjonizmu i sknerstwo. Nie wiem, nie skomentuje, przemyślę. Sęk w tym, że te wszystkie precjoza znajdują się na kilku piętrach okalających wnętrze przekryte niesamowitą, gigantyczną kopułą z kolorowymi witrażami. Złoto, feeria barw i słodki dźwięk wystukiwanych kodów PIN. Na górze jest piękny taras, z którego sfrustrowany nie-klient może się rzucić jeśli chce. Dla tych, co mają mocniejsze nerwy serdecznie polecam widoki. Biorąc pod uwagę kryterium zakresu panoramy, oraz to, że wejście jest bezpłatne, taras galerii Lafayette jest w czołówce najlepszych punktów widokowych w Paryżu. 


A bonusowo, jako że spacer rozciągnął się aż na Pola Elizejskie - salon Citroena oddany w 2007 roku, projektu (Uwaga! Kobieta!) Mannuelle Gautrand. Świetna koncepcja, z zewnątrz, ale przede wszystkim wewnątrz. Kompletne oderwanie od klasycznego otoczenia, co w przypadku showroomu, który bądź co bądź ma sprzedawać towar, przyciągać klienta, intrygować, sprawdza się moim zdaniem bardzo dobrze. Dodatkowo pewnie w każdej głowie rodzi się pytanie: Jak oni wsadzają te samochody na platformy? I bardzo dobrze, jest zainteresowanie. Otóż do tego celu jest dodatkowa platforma, na co dzień schowana w podłodze piwnic.  A może to po prostu magia? W każdym razie na pewno Creative Technology.


Poza tym nie omieszkam się pochwalić, że od półtora tygodnia jestem szczęśliwą posiadaczką różowego korkociągu, którego potrafię użyć zarówno siedząc, stojąc, jak i w marszu przez paryskie ulice. W oczekiwaniu na pierwszy tydzień prawdziwych studiów dziękuję za uwagę i pozdrawiam, a zainteresowanych posiadaczy googlowego konta zapraszam do obserwowania moich wypocin gdzieś tam w pasku po lewej.

piątek, 27 września 2013

Explorer Paris: Quai Branly.




It’s like this: I have to feel a kick to start and successfully finish anything I do. In Paris, I’m definitely not bored, everyday something new is happening and “to see” list is somehow increasing, instead of reducing. But to write something I will like, I have to know what I’m writing about. I imbibe all the places, I could listen for hours peoples speaking French (doesn’t matter that if it’s a lecture – I understand about 20%), art inspires me so much that I wonder what if I’d try to draw some portraits in the streets, and meeting peoples from other countries and continents is so developing.

No, it wasn’t the introduction to inform you, that I don’t want to write anymore (sorry..). On the contrary – it’s the leading to a story about a great museum I’ve visited yesterday.


When I grow up, I would like to be Jean Nouvel. I started to learn about him from a skeptical point of view, knowing only few projects. Last time, I was describing two of them, and I said that Jean Nouvel always adapts his project to time, place, function and situation. He stands out between many Starchitects, who are often so defined, that they are putting similar building, in their own style, doesn’t matter where and when. But for me, architecture is made for peoples, it builds a world, so I’m not sure how much of an individual style can it take. I don’t want to be misunderstood, I’m not talking about historicism, most of the time, modern solutions are the best ones. It’s just that every project has to be consider individually, with respect to its surrounding and function.

Each and every one of Jean Nouvel’s projects is different, and it means that everyone is special. I’m not a biggest admirer of his buildings, but I don’t like neither a thoughtless opinions “I just don’t like it”. If it matches, if it works good – than what’s wrong? Get rid of vanity, life – that’s what matters. Welcome to the jungle!





Musée du quai Branly is a special place. Built in 2006, placed very near to Eiffel Tower, contains thousands of exhibits presenting art, culture, clothes comes from America, Asia, Africa and Oceania. From quai Branly, building is separated with already seen in other project, high wall of glass and very impressive (as for the center of Paris) jungle, which are barely showing the edifice. Also, when you’re going from direction of Eiffel Tower, you pass by 12m high green wall, planted by botanists Gilles Clément and Patrick Blanc (look out for flying snails!).

The solid is various not only in form, but also in colors and materials. There’s a main part on pillars, under which we have to pass to enter the museum. The front elevation is a mix of glass, covered with jungle-motived foil, wood and boxes in yellow, orange and red. Each box is inside an exposition space. The southern site is covered with moving, red blinds. Entrance is situated in smaller, white solid. We start the visit with passing the ramp, leading from the entrance, to main hall, where we can find the exposition separated on four continents and situated on two mezzanines. Inside, there’s dimness, you can hear a music, or cheers of tribal peoples, it’s very climatic. When I was passing between the exhibits, beautiful, sometimes scary, surprising, made of wood, straw, painted or carved, I couldn’t resist thinking about a work on a project which has to be a cooperation of architect with peoples involved in museum, after a deep analyze of subject. From wooden totems to fancy carnival costumes from South America – art has many faces.


 

Another important thing appearing in lots of Paris museums are special standings for sightless peoples, where they can touch the replicas of projects and read describtions in Braille’s. In Musée du quai Branly, whole central space is dedicated for this. I only didn’t like the finishing of looking like made of clay walls.



In addition, there’s surely a shop, but here we can buy books and souvenirs from Arfica, Asia, America and Oceania, cinema, lecture halls, library, café and restaurant. Up to 17 October, on the other side of the quai Branly, on the bord the Seine, you can also admire a very interesting photography exhibition from 29 non-european counties – Photoquai.


What else to say.. Maybe Musée du quai Branly won’t be on “to see” list of peoples, who are in Paris only for few days, but it has lots of indisputable advantages, like for example that it’s not so crowded like Louvre, and art is more sincere and obvious than in Pompidou.

I’m sending you regards from Paris flat, in this Friday afternoon, trying to heal before the evening.
See you!



Sprawa z tym blogiem wygląda tak, w ogóle sprawa z wieloma rzeczami, które robię, wygląda tak, że muszę czuć przypływ weny/inspiracji/fascynacji żeby coś zacząć i z sensownym efektem zakończyć. W Paryżu absolutnie się nie nudzę, codziennie dzieje się coś nowego, a lista rzeczy do zobaczenia jakimś cudem się wydłuża, zamiast skracać. Ale żeby napisać tekst, z którego będę zadowolona, i w ogóle żeby go pisać, muszę wiedzieć, o czym piszę. Chłonę jak gąbka te wszystkie miejsca, ludzi, którzy mówią po francusku mogłabym słuchać godzinami (mimo, że dociera do mnie w zależności od tego czy rozmawiam ze znajomym, dla którego francuski jest językiem obcym, frankofonem, czy słucham wykładu - od 99 do 20%), sztuka tak bardzo mnie inspiruje, że zastanawiam się co by było gdybym sama zaczęła rysować portrety na ulicach, a rozmawianie z osobami z innych krajów, kontynentów niesamowicie poszerza horyzonty.

Nie, to nie był wstęp do informacji, że nie chce mi się pisać. Wręcz przeciwnie, to był wstęp do opowieści o muzeum, w którym wczoraj byłam i które chciałabym każdemu polecić.


poniedziałek, 23 września 2013

Explorer Paris: Jean Nouvel ft. Ron Mueck.



Someday...



Jean Nouvel to jeden z najbardziej cenionych na świecie współczesnych francuskich architektów, o czym świadczy fakt, że z Christianem Potzamparckiem są jedynymi francuskimi lauratami "architektonicznego nobla" - nagrody Pritzkera (zobacz: mój post o La Vilette). Może jego projekty nie są tymi, które najmocniej mnie inspirują, a pan konstruktor z którym zwiedzaliśmy mówił, że ciężko się z nim pracuje, to moim zdaniem nie zostaje się "starchitect" tylko za tupet (o tupecie w sztuce już niedługo). Charakterystyczne dla jego budynków są prostota formy i "inteligentne opakowanie", a co najbardziej warto docenić, to indywidualne podejście do każdego budynku, analizowanie zarówno miejsca, jak i przyszłej funkcji. 
W minionym tygodniu miałam okazję zwiedzić dwa ciekawe budynki autorstwa tego francuskiego architekta, a biorąc pod uwagę, że pracuje w Paryżu (swoją drogą niedaleko od mojego mieszkania), jeszcze wiele przede mną do zobaczenia.



sobota, 7 września 2013

Explorer Paris: Louvre cz.1




Yes, I’m cliché. You have to visit The Louvre, especially that for UE residents before 26 years of age it’s free. But I would visit it anyway, because I’m very fond of art.

Round one: How much time does it take to enter?


As part of the research, I joined a grand queue, prepared for several dozens of minutes in drizzle. I was very surprised when after ten I was already inside. Huge queue is huge, but it passes quickly, because the security is only X-raying your backpack. It’s a little bit worse for those without privileges, as they have to wait one more time for the billet. If someone’s interested: there are two more entrances to The Louvre – from metro station Palais Royal – Musée du Louvre and from Porte des Lions. It’s worth to use it, because not the whole world knows about them. I didn’t chose the main entrance because I couldn’t find the first one, and the second was closed. As I was saying: research and also the pyramide is awesome (Ieoh Ming Pei, 1989).

Since I have plenty of time and I plan to visit Louvre Museum many times, I decided to explore it step by step with a map in my hand and in planned direction. So I started from Denon wing. Random choice, I wanted to visit by chronology, but in The Louvre it’s not the easiest way. My visit lasted about two hours, because I got tired. It tires more than Tatras.


Yes, I’m a glutton, but a choosy one. Ergo, I’ll present my own point of view, my taste, things which attracted me. Most of them were my favorites for a long time and seeing them in reality just affirmed it,  some just joined this noble group.







Italian, Spanish and North European sculptures passed quickly without superior emotions. Those occurred when I found one of my most favorite pieces, from the part of my life when I still had some romanticism in me: Cupid and Psyche by Antonio Canova from 1787. Pure Italian classicism, that is to say a reference to ancient Greek and Roman models. The beauty of human body, visible emotions, precision. What more to say, I’ll have one with delivery to my salon.  







Islamic art may not sound so great, maybe because it didn’t gave birth to any known to all pieces, but I have to say: Should regret, who was fooled by this impression.
It  turns out, that in 2012 a brand new exposition was opened inside one of the courtyards. The work of architects: Rudy Ricola and Mario Bellini interposed 3 000m² of exhibition space covered with undulating roof, which, as far as I’ve observed Is a lattice construction encased by glass panels with gilded grid. It looks great! There’s light, but it’s not a greenhouse. In addition, the form is floating between historic elevations as if it wasn’t at all a product of modern technology, but a waving water or cloth. If we add to this an Islamic art, which occurred to be beautiful with its usable art objects and fantastic mosaics build with natural stones – It’s an expo that you just can’t miss.



From the ancient Greek sculpture I brought one reflexion (which I followed also in case of Gioconda):  Instead of folowing the croud and cram to  Aphrodite of Milos - choose something less popular. I chose some other Aphrodite, at least she had hands. Later, it was worst, because some cruel rascals blocked out Nike of Samothrace!


This is how I ran between all of the most important remains of the foundations of modern civilization and finally all my sorrows went away, actually I went a little crazy when I reached the section of painting.  

Mona Lisa isn’t my favourite, also it’s hard to reach her. With so many great piece of art you can come to the conclusion, that she’s a typical celebrity. Everybody takes her pictures, but nobody asks for her opinion about world peace… I’ve chosen Veronese – big, colorful 



Later, there was pure happiness. 









In the beggining, I’d like to recall, that Leonardo de Vinci not only created one painting. Others are also exceptional. Maybe not that much, but they are. Apart of bothering situation on The Virgin and Child with Saint Anne (1506-1513), it’s worth to notice the colors and the background, which shows exactly what’s the aerial perspective.
*Aerial perspective it’s the technique which shows the background in more and more whitened coulours, just like it looks like in reality, was discovered most likely by Leonadro himself.









One of the greatest Italian renaissance painters was Caravaggio, who was working at the end of  XVI and the beginning of XVII century. Maybe in Louvre Museum you can’t find his most beautiful pieces, but it’s worth to remember his name, because he has lots of followers in his tendency to sharp chiaroscuro.światłocienia.











Unrepeatable Giuseppe Arcimboldo  (XVI century) with his portraits composed wit pieces of still life, enough brave to  aspire to be a surrealist in times of mannerism. 













A nephew of Giovanni Antonio Canale  - Bernardo Belotto  (both called Canaletto) should be known to Poles for his images of Varsovie, useful after the war to rebuild the city. His uncle became famous mostly for paintings of Venice.









English painting gained for horse eyes on the piece of Benjamin West (XIX age). I haven’t heard about him earlier, but he could easily give lessons to Manga drawers.














William Turner didn’t surprise me. Exceptional as always. An English romanticist, very emotional in his landscapes. This pure playing with color and aerial perspective – I’ll take one, to my bedroom. 

















El Greco, deriving from Greece, forming in Spain in XVI and XVII centuries, with his manner to extend bodies and faces is one of his kind. Again – maybe not the greatest piece of art, but attracts attention and says something about the creator. 











I just couldn’t resist Sleeping Endymion painted by Trioson. Again to feed my muffled romantisme, awaked by Amor and Psyche and for the light on the boy’s body.










Now, I’d use some fanfares, because, ladies and gentlemen, here come French paintings of large size. 


Cheers for Jacques-Louis David. Historic painter, main artist of Napoleon Bonaparte and french revolution. But also main representative of clasicisme. On the painting The Intervention of the Sabine Women (1799) besides of a fine butt of a soldier he presented …  I forgot, I got distracted. 





Today’s  adventure with some of the greatest masterpieces of European painting I would like to end with Théodore’s Géricault and his Raft of the Medusa (1819).  It’s a romanticist vision of a tragedy of several dozens of survivors from the french frigate catastrophy in 1816, which were drifting on the sea for two weeks. Cloudy sky, agony on survivors faces – those romantics…












It became sad, nostalgic and serious, perfect time for a bonus! I officialy announce, that after two days of eating croissants, ravioli from can and pancaces from lidl, pack of 8 pieces, firs Sandwich Donner was dispatched. Meat - great, vegetables – average, plus for the fries, sauce – poorly, only mayonnaise or ketchup, bread unfortunately cold. Spot – next to the school, extras – tap water unlimited, price – 5,5 euro. In spite of all, overall rating is quite high, because the meat is the essence. Or maybe I was just hungry? I’ll check it out once again someday, that’s for sure. 





Thanks for your attention! 






Tak, jestem cliché. Luwr zwiedzić trzeba, szczególnie, że (co cieszy Polaka bidaka) obywatele Unii Europejskiej do 26 roku życia nie muszą płacić eurosów. Nieprawda, i tak bym zwiedziła bo cieszy mnie sztuka i obcowanie z nią. Tylko korzystać. Architekturą zajmę się gdy obejdę to kolosalne muzeum z każdej strony i gdy będę miała mniej do opisania.

Podejście pierwsze: Ile trzeba czekać, żeby wejść do środka?


W ramach reasearchu stanęłam w ogromnej kolejce licząc na dobrych kilkadziesiąt minut w mżawce. O jakże się zdziwiłam, gdy po około dziesięciu byłam już w środku. Przerażająca kolejka do piramidy jest przerażająca, ale idzie bardzo szybko, gdyż wystarczy oddać plecak do prześwietlenia, zabrać i pędzić dalej. Gorzej mają ci bez przywilejów, bo muszą odstać swoje w drugiej kolejce po bilet. Dla zainteresowanych: do Luwru są dodatkowe dwa wejścia - od metra Palais Royal – Musée du Louvre i od Porte des Lions. Warto skorzystać, bo nie cały świat o tym wie. Ja wcale nie wybrałam wejścia głównego, bo pierwszego nie znalazłam, a drugie było zamknięte. Jak mówiłam - cele poznawcze plus piramida jest czadowa (Ieoh Ming Pei, 1989).

Jako że mi się nie spieszy i zamierzam być w Luwrze około fafnaście razy, postanowiłam obrać pewien kierunek i zgodnie z mapą eksplorować go po kawałeczku. Zaczęłam od skrzydła Denon. Wybór losowy, bo choć chciałam podążać chronologicznie, to jakoś jest to tak poukładane, że nie byłoby to najprostsze wyjście. Tak więc z mapą w łapie (i z długopisem by zaznaczać swoją trasę, nie ma to tamto, ja nie będę krążyła wokół tych samych eksponatów) rozpoczęłam moją wyprawę, która ostatecznie nie trwała dłużej niż 2 godziny, bo się zmęczyłam. To męczy bardziej niż Tatry, serio.

Złowrogi amor cię widzi.

Nie jestem aż takim smakoszem jak się wydaje, żarłokiem - owszem, ale wybrednym. Przedstawię więc moje gusta, rzeczy, które mnie zainteresowały. Niektóre z nich były moimi faworytami od dawna i tylko potwierdziły się na żywo, inne dopiero dołączyły do tego zacnego grona.