
Osoby, które wiedzą coś na temat Paryża wiedzą też, że północna jego część nie ma zbytniego potencjału do zapuszczania się samemu po zmroku. Mieszanka kulturowa, osiedla socjalne, zamiast parków - składy, sieci kolejowe, obszary przemysłowe. Turystów przyciąga osiemnasta dzielnica z Sacre-Coeur i pięknym widokiem na miasto, oraz okiełznaną namiastką paryskiego bobo (bourgeois-bohème) czającą się w wąskich uliczkach Montmartre. Do tego oczywiście znany wszystkim niepowtarzalny klimat Moulin Rouge i sąsiadujących z nim domów radości i sklepów z zabawkami, najtańsze noclegi, a i najnowszego smartfona można kupić na każdym rogu w promocyjnej cenie. Turysta zostanie więc przy zwiedzaniu centrum i odwiedzeniu okolic placu Pigalle, a ja z powodów zamieszkiwania w okolicy, naukowych a i zwykłej ciekawości, zdążyłam już troszkę pochodzić, pozwiedzać, poobserwować i zgromadzić kilka refleksji.
Pisałam już o tym, jak ciężko się biega nawet tu, w "najgorszych" paryskich dzielnicach. To proszę, proszę bardzo, tak mnie traktuje najbliższy, romantyczny, XIX-wieczny park Buttes-Chaumont. Tak się nie bawimy, no, no!
Trzeba uważać na podejrzanych typów, choć ja osobiście uchroniłam się przed wszelkimi wyobrażalnymi nieprzyjemnymi sytuacjami. Ale bądź co bądź mieszkam w XIX, robię kastet z kluczy w kieszeni w dwie sekundy (lekcja frncuskiego: [kas]- casser- łamać, rozbić; tête - głowa). Miks kulturowy, otwarci ludzie, którzy nie pozwolą ci przemknąć niezauważonej, smakołyki i tanie precjoza z całego świata, a głównie z Azji - Paryż północny wita, Sabka wita w domu!






















